Zaległości nadrabianie

Posted in Wchłonięte ze znacznikami, , on 14 kwiecień, 2008 by bezdebitowy

Kuba Wojewódzki

S07E04 - Krzysztof Stelmaszyk i Marek Raczkowski

Oczywistą oczywistością orędzie prezydenta nie mogło nie zostać wykpione. Ba, kpina z tego reżyserowanego i wymyślonego przez Jacka Kurskiego show w publicznej telewizji aż się prosiła o zaistnienie w postaci błyskotliwej riposty. Tymczasem otrzymaliśmy szyte grubymi nićmi waleniem obuchem w głowę, które śmiech wywołać mogło tylko u publiczności widzącej w newralgicznych momentach napis „Aplauz!”. Słabizna, słabizna i jeszcze raz słabizna.

To, co rokowało dobrze to goście. Szczególnie Marek Raczkowski, numero uno w Polsce jeśli chodzi o przedstawienie za pomocą kilku kresek polityczno – socjologicznych absurdów. Człowiek, który jednym rysunkiem potrafi kopnąć w rzeczywistość tak mocno, że drgawki śmiechu nie przestają nami targać na długo po tym, jak wyjdziemy z pola oglądania tego małego dziełka sztuki. Dla mnie Raczkowski to mistrz, któremu nawet Andrzej Mleczko, w obecnej, nieco już słabszej formie, nie da rady w żaden sposób dorównać.

Wiedziałem, że nie obejdzie się bez kup. Wojewódzki nie mógł sobie podarować, zresztą całkowicie go rozumiem, i sprowokował obydwóch gości do wsadzenia flagi Polski w psie gówno. Akcja wzbudza reakcję, więc niemal od razu, mój ulubiony były wiceminister Orzechowski vel „Smok Wawelski był dinozaurem” złożył zawiadomienie do prokuratury. Nie upiekło się samemu gospodarzowi programu, który „podżegał do znieważania polskiego symbolu narodowego”.

Czerwono – białe barwy wetknięte przez Raczkowskiego i Krzysztofa Stelmaszyka w psią kupę były jednym z nielicznych ciekawych, mimo, a może właśnie dzięki całej otoczce kontrowersyjności, elementów programu. Ani aktor, znany głównie z filmu „Testosteron” oraz serialu „39 i pół”, ani rysownik nie okazali się na tyle medialni, by przyćmić wojewódzką osobowość i tendencję do zawłaszczania programu. Zresztą, gospodarz co chwilę imputował im wielkie powodzenie u kobiet i magiczną wręcz umiejętność ich wyrywania.

Ich stonowane wypowiedzi i nieco śpiący sposób narracji były elementami, które mocno kolidowały z ADHD Wojewódzkiego. Ich tendencja do wyciszania się sprawiła, że zamiast oglądać ciekawą rozmowę, zostaliśmy, po raz miliardowy zresztą, zaatakowani przez kolejne głupiutkie gagi i żarty Kuby. Szkoda. Szczególnie że przez „akcję z kupą” program na długo zapadnie w pamięć.

Futurama

[02x10] Put Your Head On My Shoulder

- Przyprowadziłeś tylko jakąś bandę meneli z dworca i wziąłeś od nas pieniądze.
- Prawda. Ale w końcu czyż nie o to właśnie chodzi w Walentynki?

Podstawowa zasada mówi, że nie wolno uderzać do laski z pracy. Po smutnym fakcie rozstania i ewentualnej porażce na drodze ku wielkiej miłości, czeka nas codzienna męka spotykania TEJ/TEGO. Ale może być gorzej. Może być tak, że laska z którą właśnie zrywamy, okazuje się być jedynym dla nas ratunkiem. Jej obecność sprawia, że nie tracimy głowy (literalnie!).

Przyznam, że większej traumy bym nie wymyślił. Po paru spotkaniach okazuje się, że osoba, z którą jak się na początku wydawało, było milion tematów do obgadania i trylion rzeczy do robienia, zwyczajnie nam nie pasuje. W krytycznym momencie randki, na którą parcie ma nasza (przynajmniej jeszcze przez parę chwil) partnerka, tracimy głowę. Czy też raczej, tracimy resztę ciała i nasza głowa zostaje przytwierdzona do ciała, już byłej, kobiety.

I mimo możliwości operowania połową jej ciała, mimo jej wrażliwości na bodźce dotykowe (marzenia każdego faceta - macać się po piersiach) nie możemy znaleźć racjonalnego uzasadnienia dla jej pomysłu na pójście na walentynkową randkę. Szczególnie, jeśli przyjdzie nam obcować z mało pociągającym przedstawicielem płci, której sami jesteśmy członkiem, a przynajmniej nasze oddzielone od reszty ciało jest. Seks w ciele swojej byłej kobiety z jej obecnym chłopakiem, nie jest szczytowym osiągnięciem randkowego święta zakochanych.

Aha, Bender kochający tylko pieniądze, zajmuje się biurem pośrednictwa matrymonialnego. Jak zwykle, wychodzi mu to w mistrzowski sposób. (Cytat wyżej).

Mocny odcinek. Ale Futurama nie miała jeszcze słabego momentu. Byle tak dalej.

South Park

12×04 - Canada on Strike

Dawno nie miałem takiego problemu z SP. Z jednej strony, mamy do czynienia z mocnym odcinkiem z kilkoma niezłymi gagami oraz żartami – głównie obśmiewającymi strajk scenarzystów, jaki „nawiedził” Hollywood parę miesięcy temu – a z drugiej mamy dość słabą pointę. No i chyba jednak z przyzwoitości należy dodać, że przerwa w pracy nad kolejnymi scenariuszami momentami dość mocno uderzyła w produkcyjną płynność Fabryki Snów i najbliższych serialowych okolic.

Ale wiecie, nauczyłem się dzisiaj czegoś. Myślimy, że można zarabiać na Internecie, ale… Choć Internet jest nowy i ekscytujący dla osób kreatywnych, nie dojrzał jeszcze do dystrybucji mediów na takim poziomie, by stopa zwrotu była taka, jakiej byśmy sobie życzyli. Dopiero za parę lat dystrybucja cyfrowa mediów w Internecie może zostać rozszerzona do poziomu, który umożliwiłby producentom rezygnację z bardziej tradycyjnych źródeł rozpowszechniania.

Nie za bardzo chce mi się spierać z Parkerem i Stonem (szczególnie że mam podejrzenie, że mogą mojej polemiki nie przeczytać) odnośnie przyszłości Internetu i dystrybucji dóbr sztuki w tymże, ale ich wygłoszone niemalże ex cathedra zdanie powoduje u mnie pewien dysonans. Rozumiem, że ma to związek z umieszczeniem ich serialu w Internecie i próbą zwalczania „nielegalnych źródeł dystrybuowania”, ale tak kategoryczne zdanie brzmi niezbyt szczerze w ustach wątpiących we wszystko i kontestujących „oczywiste oczywistości” bohaterów South Park.

Z drugiej strony swobodne napierdalanie się z takich bohaterów Internetu jak Jay Maynard, Numa Numa, kichająca panda, dzieciak od Gwiezdnych Wojen, Afro Ninja, śmiejące się dziecko, płaczący Chris Crocker, Tay Zonday czy też Piesek preriowy o złowrogim spojrzeniu jest zrobiony w ten typowo southparkowy sposób, który sprawia, że szeroko rozwieramy naszą paszczękę z radości. Trudno dyskutować z tym, że ciężko skonsumować i przełożyć na coś wymiernego (potencjalne miliony dolarów) popularność zdobytą w Internecie. Choć, o czym Trey Parket i Matt Stone nie wspominają, jest to jednak możliwe.

Chór Narzekań - narcyzek to ja!

Posted in Po bandzie ze znacznikami, , on 12 kwiecień, 2008 by bezdebitowy

Dla wszystkich moich fanów. Przypominam, że koncert wrocławskiego Chóru Narzekań jest jutro, o godzinie 12 (czyly w samo południe). Lokalizacja piękna, pod pomnikiem pierwszego koronowanego polskiego króla - Bolesława Chrobrego. Naturalnie serdecznie zapraszam.

Jednakże nie to jest powodem, dla którego rozpocząłem pisaninę dnia dzisiejszego. Tak naprawdę, to mam zamiar zaspokoić swoje narcystyczne instynkta. Nie ukrywam, że rola celebryta, wokół którego kręci się sporo osób, a telewizje robią z nim wywiady, bardzo mi odpowiada. Żenada? Pewnie tak. Ale naprawdę mi ta żenada, więc w żaden sposób kryć się z nią nie zamierzam.

W ciągu ostatnich paru dni spłynęło na temat naszego chóru wiele komentarzy w prasie poważnej i nieco mniej poważnej. Służby prasowe PPA działają naprawdę sprawnie, a dodatkowego szumu robi Gazeta Wyborcza próbująca dorobić ideologię do naszego, jednak trzeba to określić, zabawowego występu.

Innymi słowy, polinkuję do znanych mi artykułów, komentarzy oraz wszelkich odniesień powiązanych z ChNMW. Lysta będzie aktualizowana.

Z cyklu “szukam pracy”

Posted in Ścinki ze znacznikami on 8 kwiecień, 2008 by bezdebitowy

Zawód: Taśmosklejacz - Wymagania: dyspozycyjność

Czy tylko mi przypomina mi to futuramowego Bendera, który miał doktorat ze zginania różnych rzeczy? Mamo, czy mogę pracować jako robot?

Komendant Powiatowy poszukuje kandydatów na stanowisko inspektora w Zespole do Spraw Wykroczeń Sekcji Prewencji.

Główne obowiązki:

- prowadzenie magazynu uzbrojenia,

Ciekawe czy umiejętność bindowania zakupu broni w Counter Strike`u się liczy.

Tester Wódki

Wymagania:

  • Umiejętność budowania trwałych relacji i pracy w zespole.

To w razie konieczności zapisania się do AA.

  • Zorientowanie na rezultat.

Niezbędne przy wychylaniu kolejngo kielicha. Rezultatem będzie w tym wypadku szybki paw.

  • Patent sternika jachtowego.

Śledzik lubi pływać, ale nie sądziłem, że pracę testera oferują tylko rybom.

Marcowe porządki

Posted in Wchłonięte ze znacznikami, , , , , , , , , on 3 kwiecień, 2008 by bezdebitowy

Jeż Jerzy – In Vitro

Pokłosie wszelakich dyskusji związanych ze sztucznym zapłodnieniem. Raczej bez rewelacji i raczej bez radości. Czyta się szybko, acz po lekturze nie zostaje zbyt wiele. Historia w której dzięki in vitro zostaje wyhodowany „nowy i lepszy” Jerz a Jeż dowiaduje się prawdy o swoim dzieciństwie nie porywa. Kreska naprawdę niezła, ale ani gagi ani historie nie przekonują i nie bawią. Żarty i odniesienia do rzeczywistości ówczesnej niezbyt trafne. Jakaś pani kwacze do ambasady polskiej w USA i zostaje aresztowana za podszywanie się za prezydenta RP. Takie sobie.

Druga historia to historia Lwa R., który w zamian za obietnicę dobrego traktowania wskazuje przestępcę w postaci Jeża Jerzego. Słabe i niezbyt satyryczne jak na satyrę.

To co robi wrażenie to wiadomość ostatnich dni, z której wynika, że bohater Leśniaka i Skarżyckiego zostanie zekranizowany. Na dodatek dubbingować go będzie niejaki Maciej Maleńczuk. Premiera 2009.

Star Trek Alien Spotlight – Andorians oraz Star Trek Alien Spotlight – Borg

Niezbyt przekonujące historie w których mamy okazję nieco bliżej zapoznać się z jedną ciekawą i z jedną, w teorii, nieciekawą rasą. Jako fan Borga zaprotestować jednak muszę, bo nuda wiejąca z kolejnych kartek przyprawia o ból głowy. Niby mieszanka Borg oraz podróże w czasie powinna gwarantować niezłą zabawę, jednak coś nawala. Słabo rozwiązany wątek z paradoksem czasowym tylko to wrażenie pogłębia.

Andorianie to rasa insektoidalna niepozbawiona dawnych ambicji imperialnych. Na tyle silnych że tworzy się opozycja w stosunku do Federacji, która, przynajmniej w mniemaniu buntowników, narzuciła im swoje prawa, obyczaje i podporządkowała niewiele oferując w zamian. W to całe zamieszanie rzucony zostaje oficer Gwiezdnej Floty, który zdradzony przez dawnych znajomych, poddany będzie testowi na lojalność. Niby banał ale sprawnie poprowadzona akcja i ciekawy zwrot pokazuje potencjał drzemiący w tej, jak się na początku wydawało, nieco nudnej rasie.

Włatcy Móch

Lekcja 40 - Pochót

Clue odcinka jest manifestacja mająca pogodzić wszystkich uczniów. Zamiast 1 majowego pochodu oraz 3 majowego pójścia do kościoła, pani Frau, za namową Higienistki, zarządza 2 majowy marsz w pochodzie kojarzącym się z marszami równości (twórcy zapomnieli chyba, że w ten dzień wypada patriotyczne „święto flagi” będące łącznikiem między socjalizmem a patriotyzmem). Naturalnie wyluzowanie seksualne budzi pewne opory, a lokalni skini („parada chorych na raka”) prowokują bójkę z wszechmocną Higienistka (i naturalnie dostają wpierdol), ale manifa idzie dalej. Szczególnie że marsz wolności daje okazję do zaprezentowania przez każdą osobę swoich własnych haseł i poglądów. „Torerancja” oraz kościelne zaśpiewy Czesia niosą się po całej ulicy.

Drugim i zdecydowanie lepszym wątkiem jest pomysł ze świecącymi drinkami, które Marcel wraz z Pułkownikiem odkrywają w kapliczce. Problemem jest pewna pani dokonująca na tych flaszkach bliżej nieokreślonych eksperymentów. Koniec końców, Maria Curie – Skłodowska, po suto zakrapianej imprezie, ląduje w dość jednoznacznej pozycji obok dwójki nieboszczyków i chichocząc domaga się ponowienia imprezki. Eksplozja atomowa na koniec dodaje całości posmaku rozpadającego się radu.

Lekcja 41 – Mel

Wreszcie sposób narracji ulega pewnej zmianie. Zamiast ciągłości chronologicznej mamy do czynienia z czymś, co z powodzeniem zastosowane zostało w filmie „Memento”; poszatkowane sceny puszczane w odwrotnej chronologii. Historia kozy Anusiaka, która dzięki apetytowi na zapachy (między innymi mydło, kostki toaletowe oraz drzewka samochodowe) rośnie do monstrualnych rozmiarów i obraca w perzynę miasto nie gorzej niźli japońska Godżilla. Na szczęście dzięki wsparciu oddziału pluszaków oraz bohaterskiej postawie sprawcy całego zamieszania – Anusiaka – kryzys zostaje zażegnany.

Lekcja 42 - Kólik z Pruchem

Zima w pełni więc amerykański ojciec Andżeliki (znana tak

że jako And rzelika), swoim amerykańskim wozem ciągnie kulig. Niestety zalicza centralne i czołowe uderzenie z samochodem prowadzonym przez wygłodniałego niedźwiedzia, który dzięki zbiegowi okoliczności i tylko cudem, unika karu leśniczego za wyżeranie odpadków z ludzkich śmietników. Ten cud zamienia strażnika przyrody w zimowego zombiego straszącego w okolicy.

A za namową Anusiaka, chłopaki wpadają na pomysł otrzymania „resistansa” na ból. Rozbierają się i odmrażają sobie wszystkie części ciała. Pointą odcinka jest łza Czesia, którą roni nad zabitym Pruchem.

South Park sezon 12

12×01 - Tonsil Trouble

Cartman podczas operacji wycięcia migdałków, po której miał dostać darmowe lody, zostaje zarażony wirusem HIV. Okazuje się, że choroba AIDS oraz wirus ją powodujący, nie jest już popularny. Na wieczór zbierania funduszy (17 dolarów) przybywa tylko kilka osób, a zamiast Eltona Johna występuje Jimmy Buffett. Kyle, w przypływach euforii i ogólnej radości, zapewne zastanawiając się nad sprawiedliwością dziejową, przegina i w ramach rewanżu zostaje wystawiony na zemstę Erica – zostaje przez niego zainfekowany. Ruszają jednak do osoby, która oparła się chorobie. Do Magica Johnsona, który, jak się okazuje, przypadkowo znalazł remedium, na chorobę. Zakażenie hamuje… ogromna ilość gotówki. Skompresowane miliony dolarów idą w krwioobieg Kyle`a i Erica ratując ich od HIV. Kulminacyjną sceną jest moment, w którym ta pozytywna wiadomość trafia do umierających z głodu, od chorób i biedy Afrykańczyków.

Odcinek niezbyt rewelacyjny. Rzekłbym nawet, że nieco przewidywalna w formie i treści zemsta Cartmana i zachowanie Kyle`a zepsuły przyjemność i radość z oglądania. Czekałem na powrót wysokiej formy, a dostałem przeciętniaka. Jasne, zabawnego i momentami mocnego, ale tylko przeciętniaka.

12×02 - Britney’s New Look

Za to właśnie kocham tandem Trey Parker i Matt Stone. Komentowanie absurdalnej rzeczywistości w absurdalny sposób daje efekty tak ostre i mocne, że wszelka polemika z ich punktem widzenia nie ma najmniejszego sensu. Już w ciągu pierwszych piętnastu sekund dostają ostre baty kampania prezydencka w USA oraz kanał Fox. Cały odcinek koncentruje się wokół postaci popadającej w coraz większe szaleństwo Britney. Kyle oraz Stan, ze względu na wyrzuty sumienia, próbują pomóc pannie Spears w ucieczce na Biegun. Jednak determinacja ogółu społeczeństwa w pognębieniu celebryta nie wynika tylko z chęci zaspokojenia prymitywnej rządzy wiedzy odnośnie życia gwiazd. Okazuje się być czymś głębszym i mroczniejszym. Otóż powodem dla którego „Britney Spears has to die” jest odwieczny rytuał w ramach którego poświęcano kogoś dla polepszenia zbiorów (w tym wypadku kukurydzy). W czasach minionych miało to bardziej dramatyczny i barbarzyński przebieg. Obecnie powiązane jest z kultem celebrytów. Piękne! I wspaniale tłumaczy prymitywną chęć tłuszczy do wsadzania nosa w prywatne sprawy osób, które nieprzygotowane do takiej napastliwości mediów i świata, nieszczególnie sobie radzą z tego typu problemami.

12×03 - Major Boobage

Wyraźna tendencja zwyżkowa. Mamy tutaj odwieczny problem z „dziecinnymi zabawami” w stylu wąchanie kleju, podduszanie czy też, przynajmniej w wizji artystycznej Parkera i Stone`a, wchłanianie skoncentrowanej dawki uryny, którą kot znaczy teren w celu złapania ostrej fazy. Zaczyna się od lekcji instruktażowej „Co zrobić, aby odlecieć i dlaczego to jest złe?” w wykonaniu pana Mackey`a oraz wykpienia dramatycznego tonu, w jakim Fox podaje wiadomości (telewizja Ruperta jest zresztą dość często ukazywana w prześmiesznym tonie; Świat według Bundych, Simsonowie czy właśnie South Park). Okazuje się, że dzieci „serują” (cheesing), więc ojciec Kyle`a postanawia je… zdelegalizować. Zakazane zwierzęta wyłapuje DEA. Tylko jedna osoba okazuje się posiadać tyle empatii, by ukrywać futrzaki. By je karmić, by się nimi zajmować i by je chronić, gdyż są niewinne. Tą osobą okazuje się być.. Eric Cartman.

Jednak największą jazdę dostarcza nam Kenny, który „serując” wchodzi w euforyczny stan przypominający wizję ostrych jazd po LSD z lat 70`. W kosmicznym pojeździe odlatuje w gwiazdy i zabiera po drodze cycatą panienką, z którą będzie mógł się namydlić w basenie. Naturalnie za zgodą jej ojca – króla. Próby ratowania od nałogu spełzają na niczym. Na dodatek kot znaleziony przez ojca Kyle`a (mistrzowska scena! Kot wsadzony w worek foliowy niczym trawsko) służy temu ostatniemu (czyli rodzicielowi, nie synowi) do odjechania. Koniec końców Kenny wraz pan Broflovski toczą bój o cycki dziewczyny z odjechanej wizji po urynie. Walka w piaskownicy, którą oni wizualizują sobie jako arenę, przyciąga wielu mieszkańców, łącznie z matką Kyle`a. Końcówka to już wyraźne odniesienie do skandalu obyczajowego w USA czyli konferencja Geralda, który przeprasza za pomysł zdelegalizowania kotów oraz za to że zawiódł zaufanie mieszkańców i swej rodziny. No i Kenny, który wąchając kwiatki odurza się życiem…

Futurama sezon 2

[02x09] Why Must I Be a Crustacean in Love?

Cytaty odcinka:
- Jestem zmieszany, Fry. Odczuwam nowe, dziwne emocje.
- Czy to miłość, jeśli zależy ci na kobiecie z powodów innych niż gody?
- Nie. To musi być jakieś dziwne, obce uczucie.

- To znaczy, że musicie wybierać |między życiem bez seksu a okropną śmiercią?
- Tak.
- Trudny wybór.

Futurama posiada świeżość, jakiej pozazdrościć jej mogą nawet Simpsonowie. Może to kwestia zmęczenia materiału (pytanie otwarte brzmi tylko czy mojego – jako oglądacza czy też ich – jako twórców) . Nie wiem. W każdym razie historia o prokreacji obcej rasy, to idealny na wiosnę zatykacz hormonów i wspaniała alegoria skomplikowanych relacji damsko – męskich przeniesiona na grunt obcej planety, na której rozgrywa się parodia Cyrano de Bergeraca połączona z dramatem trzeciego koła do roweru. Klasyczne i romantyczne pomyłki, kilka mocnych gagów, parę niezłych żartów i mamy kolejny świetny odcinek. Matt Groening to geniusz i basta.

Kuba Wojewódzki:

S07E04 - Janusz Palikot i Tomasz Jacyków

Od czasu pewnego Kuba Wojewódzki nudzi. Kolejne żarty odnośnie gejów (pedałów), kotów (byłego premiera), matek (także byłego premiera) nie śmieszą i nie bawią. W ramach uzupełnienia całości obrazu dorzucić należy, że niektóre z nich są dość ordynarnie zżynane z basha (nad czym swego czasu ubolewał, naturalnie w swoim pokracznym stylu, Pudelek) i mamy dość nieciekawy widok showmana, którego show nieco się przejadło. Dodatkowo dość ordynarnie reklamuje mało ciekawą i nędznie prowokacyjną kampanię House.

Remedium na smutną przypadłość wydawać by się mogło zapraszanie ciekawych gości przy jednoczesnym wycofaniu Kuby. I faktycznie, Janusz Palikot, barwna postać polskiej polityki, całkiem nieźle odnajduje się w formule programu. Tytułowany mianem Stańczyka poseł odgrywa postać wyluzowanego bogacza, którego radykalne pomysły i przedstawienia pomagać mogą w lepszym funkcjonowaniu państwa.

Dom Pérignon wraz z truskawkami podane przez seksowną pokojówkę (wcześniej była stewardessą – Wojewódzki przenoszący swoje fantazje seksualne do talk show?) umilają czas podczas konwersacji na tematy poważne (wykorzystywanie seksualne kobiet przez funkcjonariuszy policji) oraz takie, które były wyraźnymi strzałami w stopę (pytanie o alkoholizm i zdrowie prezydenta) platformianego polityka. Pointą było pytanie o możliwość podjęcia walki o prezydenturę przez Palikota. Ten wyraźnie się zdystansował i odciął od tego pomysłu.

Pojawiło się parę ciekawych pytań, ale miłość Kuby do PO nie pozwoliła mu na pogłębienie wątku odnośnie konserwatyzmu obyczajowego Platformy. Aż prosiło się, by wyciągnąć Niesiołowskiego z jego epitetami dotyczącymi mniejszości seksualnych. Za to wystrzelono petardę w stronę Torunia – poseł niemalże złożył deklarację „zniszczenia” Tadeusza Rydzyka.

Drugim zaproszonym gościem był stylista i – jak się dowiedziałem podczas trwania programu – gej (czy też raczej biseksualista) Tomasz Jacyków. Prawdę mówiąc mniej interesujące było to, co miał do powiedzenia on sam (umówmy się, co do powiedzenia może mieć osoba, która zawodowo zajmuje się doborem spodni do koszuli), a ciekawsze było to, jak reagował w miarę wyluzowany do tej pory Janusz Palikot. Widać było pewne napięcie u polityka Platformy oraz problem z komentarzami odnośnie seksu z panami i paniami wygłaszanymi przez siedzącego obok niego na kanapie faceta. Stąd zapewne pojawiło się w jego ustach pytanie o tak lubianą przez wszystkich członków PO„miłość”. Przy zapytaniu Kuby o to, czy Jacyków wyrzuciłby posła z łóżka, ten odrzekł, że w ogóle by go tam nie wpuścił. Rzeczony skwitował to krótkim „I bardzo dobrze.”. Cóż, nie w smak mu było być potencjalnym łóżkowym partnerem geja Jacykowa. Mimo że wcześniejsze sugestie dotyczące orientacji homoseksualnej Ziobry potraktował z wyrozumiałością oraz pobłażliwością.

Sieciowy Bubel

Posted in Ścinki ze znacznikami, , on 17 luty, 2008 by bezdebitowy

Od paru dni jednym z hitów internetowych przesyłów linkowych jest Longinus Zerwimycka, czyli Leszek Bubel himself, w piosence o naszych braciach - semitach (bardziej tych niż tych). Ten niedoszły prezydent Polski oraz prezes Polskiej Partii Narodowej, w rytm elektronicznych dźwięków wyśpiewuje swoje “narodowe”, acz winienem raczej napisać bełkotliwo - bezsensowne, poglądy dotyczące “polskojęzycznych mediów” oraz ogólnego wpływu środowisk żydowskich na życie społeczno - gospodarczo - polityczno - medialne. I tu pojawia się pewien zgryz, bo pomimo że przesłanie jest, przynajmniej z punktu widzenia osób mało chorych na głowę, straszne, to forma jest tak żenująco śmieszna, że wymaga ona podniesienia przynajmniej kącika ust.

Przyznam się, że przyczyniłem się do popularyzacji tego klipu wysyłając klikalny link przynajmniej dziesięciu osobom (a pisząc blogonotkę przyczyniam się do wyższych wyszukiwań w googlu). Jako zwolennik pełnej wolności słowa i przeciwnik cenzurowania Internetu, poczułem się niemal w obowiązku przekazania głupich myśli i pomysłów, znaczy zwykłych bubli intelektualnych, dalej. I refleksja mnie natchnęła taka, czy aby w ten sposób, znaczy ośmieszając i kpiąc sobie z pana Leszka, nie przyczyniam się do szerzenia jego głupiej i chorej ideologii “narodowej”.

Bo czy można traktować poważnie człowieka, który na tle muzycznego pukania od spodu, umieszcza się, niczymy Jezus, na krzyżu i nawołuje do przepędzenia w diabły, znaczy do Ameryki, Grossa i Michnika (a raczej Grossów i Michników) w sposób, który jest żywcem zerżnięty z kultury obcej?

Sam “hit” jest zresztą świeżutką odpowiedzią na “Strach” Grossa. Na proces twórczy wyraźnie wpłynęły ostatnie wydarzenia medialne oraz dyskusja o książce, a odwołania do socjologa z Ameryki występują w co trzecim zdaniu.

Co więc należy z linkiem od znajomego zrobić? Otworzyć, szeroko się uśmiechnąć, wyłapać co lepsze kawałki i obśmiać wśród znajomych. Głębsza dyskusja na temat bubli Bubla pozbawiona jest sensu. Dystans trzeba łapać także wtedy, kiedy głupoty porównywalne do tych są nam prezentowane. Azaliż ktokolwiek będzie przekonany przez rymy częstochowskie i głupkowate sceny prezentowane w tym klipie?