Archiwum dla luty, 2008

Sieciowy Bubel

Posted in Ścinki ze znacznikami, , on 17 luty, 2008 by bezdebitowy

Od paru dni jednym z hitów internetowych przesyłów linkowych jest Longinus Zerwimycka, czyli Leszek Bubel himself, w piosence o naszych braciach - semitach (bardziej tych niż tych). Ten niedoszły prezydent Polski oraz prezes Polskiej Partii Narodowej, w rytm elektronicznych dźwięków wyśpiewuje swoje “narodowe”, acz winienem raczej napisać bełkotliwo - bezsensowne, poglądy dotyczące “polskojęzycznych mediów” oraz ogólnego wpływu środowisk żydowskich na życie społeczno - gospodarczo - polityczno - medialne. I tu pojawia się pewien zgryz, bo pomimo że przesłanie jest, przynajmniej z punktu widzenia osób mało chorych na głowę, straszne, to forma jest tak żenująco śmieszna, że wymaga ona podniesienia przynajmniej kącika ust.

Przyznam się, że przyczyniłem się do popularyzacji tego klipu wysyłając klikalny link przynajmniej dziesięciu osobom (a pisząc blogonotkę przyczyniam się do wyższych wyszukiwań w googlu). Jako zwolennik pełnej wolności słowa i przeciwnik cenzurowania Internetu, poczułem się niemal w obowiązku przekazania głupich myśli i pomysłów, znaczy zwykłych bubli intelektualnych, dalej. I refleksja mnie natchnęła taka, czy aby w ten sposób, znaczy ośmieszając i kpiąc sobie z pana Leszka, nie przyczyniam się do szerzenia jego głupiej i chorej ideologii “narodowej”.

Bo czy można traktować poważnie człowieka, który na tle muzycznego pukania od spodu, umieszcza się, niczymy Jezus, na krzyżu i nawołuje do przepędzenia w diabły, znaczy do Ameryki, Grossa i Michnika (a raczej Grossów i Michników) w sposób, który jest żywcem zerżnięty z kultury obcej?

Sam “hit” jest zresztą świeżutką odpowiedzią na “Strach” Grossa. Na proces twórczy wyraźnie wpłynęły ostatnie wydarzenia medialne oraz dyskusja o książce, a odwołania do socjologa z Ameryki występują w co trzecim zdaniu.

Co więc należy z linkiem od znajomego zrobić? Otworzyć, szeroko się uśmiechnąć, wyłapać co lepsze kawałki i obśmiać wśród znajomych. Głębsza dyskusja na temat bubli Bubla pozbawiona jest sensu. Dystans trzeba łapać także wtedy, kiedy głupoty porównywalne do tych są nam prezentowane. Azaliż ktokolwiek będzie przekonany przez rymy częstochowskie i głupkowate sceny prezentowane w tym klipie?

Walenie

Posted in Po bandzie ze znacznikami on 14 luty, 2008 by bezdebitowy
Walentynki to piękne święto. Można dostać wiadomość, w której nasz cichy wielbiciel napisze nam “I love you” albo jedną z dziesiątek propozycji od wspaniałych reklamodawców, które usatysfakcjonują naszego partnera (powiększanie penisa albo niebieska viagra od niej dla niego, operacja plastyczna lub powiększanie piersi od niego dla niej).

Od kilku dni czerwone serduszka można zobaczyć w kioskach, sklepach spożywczych, kinach, knajpach, barach, autobusach i tramwajach. Kwiaciarnie całkowicie przypadkiem podnoszą ceny za zwykłą, zdechniętą, czerwoną różę o połowę, a we wszystkich knajpach nadają milutką składankę z cyklu “SREKA Love Song - Przebzykaj ją w Walenynki - 2007″, w której zawarty podprogowo materiał muzyczny, zmusza nas do zaciągnięcia pierwszej osoby, przy której urwie nam się film z powodu nadmiernej ilości alkoholu we krwii, do łóżka. Bo jak powiedział mi swego czasu jeden kolega: “Ostatnio w jakiejś kobiecej gazecie przeczytałem, że alkohol zwiększa ryzyko przypadkowych kontaktów seksualnych. No i ja piję, i piję, i piję i nic.”

Naturalnie wszystkie portale randkowe i zdjęciowe, czaty i serwisy społecznościowe biorą na siebie robotę swatki i za wszelką cenę próbują mi wcisnąć jakąś samotną duszę, która w związku z Dniem Kupidyna nie chce samotnie urżnąć się rozrobionym spirytusem wymieszanym z sokiem bananowym, ucząc się do poprawki z psychologii przy okazji oglądając kolejny odcinek “Prison Break”.

Najlepsze moje Walentynki spędziłem z… kolegą. Jego dziewczyna miała sesję, zresztą tylko dziobole podczas Walentynek nie są w środku sesji, a jako że jemu z tego powodu było smutno, to postanowiliśmy się znieczulić. Dwie butelki wina wypite na śniegu i w trzaskającym mrozie poprawiły nasz nastrój na tyle, że postanowiliśmy go sobie jeszcze poprawić. Skończyło się to bieganiem po mieście do 4 nad ranem, graniem w piłkę śnieżkami, które, nie wiedzieć czemu, nie dawały się wbić do bramki i uciekaniem przed policją, która najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z tego, że nas goni.

A tak poważniej nieco rzecz ujmując to nie mam nic przeciwko Walentynkom. Miła i przyjemna okazja do świętowania i pretekst do wspólnego wyjścia równie dobry jak każdy inny. Nie mam zamiaru więc płakać i twierdzić, że “Walentynki się skończyły po Kill`em all” ani też że jest to “najważniejsze święto w roku, w którym obowiązkowe jest okazywanie dużej czułości i miłości partnerowi”. Zdrowy rozsądek jest potrzebny zarówno przy kontestowaniu jak i nadmiernej ekscytacji. Tymczasem patrząc na stronę główną jakiegokolwiek portalu blogowego, zerkając na fora dyskusyjne, przeglądając opisy osób, które na liście u nas się świecą, można dojść do wniosku, że absolutnie nikt Walentynek nie obchodzi. A przecież co roku sprzedawane są miliony serduszek, czekoladek, kwiatków, płyt i całej maści tatałasjstwa, którego nikt poza tym jednym dniem nie kupuje. I może właśnie straszniejsza jest przez to różnica i rozziew między prozą życia a poezją Dnia Zakochanych.

Jednak wszyscy Ci którzy zamiast “kochać ją jak Irlandię” są zmuszeni bądź też wolą “Kochać się jak Islandię” także niech się nie smucą. Specjalnie dla nich, zresztą dla całej reszty też, teledysk i piosenka powiązana z nazwą dzisiejszego święta.

Udanych Walentynek!

P.S.

Wszystkim chorym na padaczkę, życzenia powrotu do zdrowia. Azaliż jednak byłby to jeno przypadek, że  święto zakochanych przypada w dniu tym samym co dzień chorych na epilepsję? Nawet postać patrona łączy te dwa stany - święty Walenty(nki).