Wrocław stolicą! Kultury, k…!
Tytuł Europejskiej Stolicy Kultury na rok 2016 został przyznany. Reakcja była natychmiastowa, przewidywalna i dość typowa. “71″ był faworyzowany, bo ministrem kultury jest były prezydent miasta, który nadal czuje związki ze swoim dawnym miejscem urzędowania. Emocje duże, nieuzasadnione i na dodatek dość zabawne. Zupełnie jakby jechał Kubica albo skakał Małysz. Na hasło „Biją naszych” ruszyła jazda konna a kawaleria w obwodach przyłączyła się do szarży. A emo foch „oszukali” i krzyk „złodzieje” przy próbach wypaczania i dyskredytowania wyniku oraz stworzenia „alternatywnej stolicy kultury” przypomina cartmanowe „Pierdolcie się, idę do domu!”.
Wystarczy zapytać co bardziej rozemocjonowanych, o miejsce tegorocznej imprezy (pluralis – bo miasta są dwa), żeby się przekonać, że wcale nie chodzi o kulturę. Chodzi o wyścig. Ktoś wygrywa, ktoś przegrywa. Rywalizacja zawsze budzi emocje. A w kulturze jest problem z orzekaniem. Czy jakiekolwiek obiektywne kryteria mogą stwierdzić, że rojkowy Off jest lepszy bądź gorszy od gutkowych Horyzontów? Jak to wszystko zmierzyć? No jakoś się to robi, ale potem okazuje się, że pojawiają się problemiki i kłopociki. Bardzo się cieszę, że Wrocław wygrał, ale daleki jestem od cmokania po ziemi, której dotykał prezydent Rafał. ESK to raczej wirtualne możliwości niż realny sukces. Co z tym się zrobi – it’s up to us. I do nich też. Przecież nikt nie zamierza tych fajnych pomysłów kasować. Europejska Stolica Kultury nie daje żadnego handicapu przy pisaniu projektów i zdobywaniu kasy.
A zarzuty? Musiały się pojawić. Mimo że są bzdurne, wyssane z palca i zaprzeczają rzeczywistości.
Długowieczna i prawdziwa przyjaźń pomiędzy PO a ekipą Dutkiewicza jest powszechnie we Wrocławiu znana. Platforma Obywatelska wyjątkowo mocno waliła przy okazji prób Dutkiewicza do wypromowania siebie jako kandydata na prezydenta kraju. Co jakiś czas wyskakuje też temat przepychanek na linii wojewoda vs prezydent w sprawie dróg. Także ostatnia billboardowa napierdalanka podczas ostatniej kampanii samorządowej w optyce wrocławskiej Platformy była szczególnie radosna. Próba rozpropagowania memu „głosujesz na Dutkiewicza – popierasz PiS” została szybko uwalona przez sąd w trybie wyborczym, ale pokazuje, jaką bzdurą jest próba połączenia byłego i obecnego prezydenta Wrocławia.
Wrocław też parę razy wtopił. Gdy dostawaliśmy w dupę o Expo lub gdy nie udało się z EIT też było szukanie winnych, próby dyskredytowania i bzdurne pieprzenie. Choć przyznaję, że powtarzanie jak mantrę, że WRC wygrał przez kumpelskie układy (jednogłośny werdykt członków jury, z których MNIEJSZA część była z Polski, a Ci z Polski to były ziomy z Poznania i Krakowa) jest nieco nudne. Choć przewidywalne. Najgorsze że jakby 71 nie wygrał, to też pewnie napierdalaliśmy byśmy “anty”. Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.
Naturalne zresztą jest to, że włodarze miast, które przegrały (poza Hanią, ona jest chyba zbyt mocno umocowana politycznie) grają “na siebie” i pod publiczność lokalną. Kanalizując złość, rozczarowanie i frustrację wiele można osiągnąć. A chłopiec do bicia zawsze się przecież znajdzie. Tak więc życzę powodzenia wszystkim tworzącym tkankę kulturalną w miastach; oby udało im się zaorać ugór i zgliszcza, które pozostaną po syfie 2012 roku. Mam nadzieję, że smutne napierdalanki pomiędzy smutnymi panami w szalikach skandującymi smutne hasełka na stadionach nie przeniosą się na relacje między uczestnikami koncertów, wydarzeń, festiwali i przeglądów pochodzącymi z różnych miast. Bo jakoś nieszczególnie cieszy mnie myśl, że kosa pomiędzy Brave Festivalem a Tauronem Nową Muzyką sprawi, że jadąc na ten ostatni, będę musiał się wypierać swojego miejsca pochodzenia.