Archive for the Po bandzie Category

Chór Narzekań - narcyzek to ja!

Posted in Po bandzie ze znacznikami, , on 12 kwiecień, 2008 by bezdebitowy

Dla wszystkich moich fanów. Przypominam, że koncert wrocławskiego Chóru Narzekań jest jutro, o godzinie 12 (czyly w samo południe). Lokalizacja piękna, pod pomnikiem pierwszego koronowanego polskiego króla - Bolesława Chrobrego. Naturalnie serdecznie zapraszam.

Jednakże nie to jest powodem, dla którego rozpocząłem pisaninę dnia dzisiejszego. Tak naprawdę, to mam zamiar zaspokoić swoje narcystyczne instynkta. Nie ukrywam, że rola celebryta, wokół którego kręci się sporo osób, a telewizje robią z nim wywiady, bardzo mi odpowiada. Żenada? Pewnie tak. Ale naprawdę mi ta żenada, więc w żaden sposób kryć się z nią nie zamierzam.

W ciągu ostatnich paru dni spłynęło na temat naszego chóru wiele komentarzy w prasie poważnej i nieco mniej poważnej. Służby prasowe PPA działają naprawdę sprawnie, a dodatkowego szumu robi Gazeta Wyborcza próbująca dorobić ideologię do naszego, jednak trzeba to określić, zabawowego występu.

Innymi słowy, polinkuję do znanych mi artykułów, komentarzy oraz wszelkich odniesień powiązanych z ChNMW. Lysta będzie aktualizowana.

Walenie

Posted in Po bandzie ze znacznikami on 14 luty, 2008 by bezdebitowy
Walentynki to piękne święto. Można dostać wiadomość, w której nasz cichy wielbiciel napisze nam “I love you” albo jedną z dziesiątek propozycji od wspaniałych reklamodawców, które usatysfakcjonują naszego partnera (powiększanie penisa albo niebieska viagra od niej dla niego, operacja plastyczna lub powiększanie piersi od niego dla niej).

Od kilku dni czerwone serduszka można zobaczyć w kioskach, sklepach spożywczych, kinach, knajpach, barach, autobusach i tramwajach. Kwiaciarnie całkowicie przypadkiem podnoszą ceny za zwykłą, zdechniętą, czerwoną różę o połowę, a we wszystkich knajpach nadają milutką składankę z cyklu “SREKA Love Song - Przebzykaj ją w Walenynki - 2007″, w której zawarty podprogowo materiał muzyczny, zmusza nas do zaciągnięcia pierwszej osoby, przy której urwie nam się film z powodu nadmiernej ilości alkoholu we krwii, do łóżka. Bo jak powiedział mi swego czasu jeden kolega: “Ostatnio w jakiejś kobiecej gazecie przeczytałem, że alkohol zwiększa ryzyko przypadkowych kontaktów seksualnych. No i ja piję, i piję, i piję i nic.”

Naturalnie wszystkie portale randkowe i zdjęciowe, czaty i serwisy społecznościowe biorą na siebie robotę swatki i za wszelką cenę próbują mi wcisnąć jakąś samotną duszę, która w związku z Dniem Kupidyna nie chce samotnie urżnąć się rozrobionym spirytusem wymieszanym z sokiem bananowym, ucząc się do poprawki z psychologii przy okazji oglądając kolejny odcinek “Prison Break”.

Najlepsze moje Walentynki spędziłem z… kolegą. Jego dziewczyna miała sesję, zresztą tylko dziobole podczas Walentynek nie są w środku sesji, a jako że jemu z tego powodu było smutno, to postanowiliśmy się znieczulić. Dwie butelki wina wypite na śniegu i w trzaskającym mrozie poprawiły nasz nastrój na tyle, że postanowiliśmy go sobie jeszcze poprawić. Skończyło się to bieganiem po mieście do 4 nad ranem, graniem w piłkę śnieżkami, które, nie wiedzieć czemu, nie dawały się wbić do bramki i uciekaniem przed policją, która najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z tego, że nas goni.

A tak poważniej nieco rzecz ujmując to nie mam nic przeciwko Walentynkom. Miła i przyjemna okazja do świętowania i pretekst do wspólnego wyjścia równie dobry jak każdy inny. Nie mam zamiaru więc płakać i twierdzić, że “Walentynki się skończyły po Kill`em all” ani też że jest to “najważniejsze święto w roku, w którym obowiązkowe jest okazywanie dużej czułości i miłości partnerowi”. Zdrowy rozsądek jest potrzebny zarówno przy kontestowaniu jak i nadmiernej ekscytacji. Tymczasem patrząc na stronę główną jakiegokolwiek portalu blogowego, zerkając na fora dyskusyjne, przeglądając opisy osób, które na liście u nas się świecą, można dojść do wniosku, że absolutnie nikt Walentynek nie obchodzi. A przecież co roku sprzedawane są miliony serduszek, czekoladek, kwiatków, płyt i całej maści tatałasjstwa, którego nikt poza tym jednym dniem nie kupuje. I może właśnie straszniejsza jest przez to różnica i rozziew między prozą życia a poezją Dnia Zakochanych.

Jednak wszyscy Ci którzy zamiast “kochać ją jak Irlandię” są zmuszeni bądź też wolą “Kochać się jak Islandię” także niech się nie smucą. Specjalnie dla nich, zresztą dla całej reszty też, teledysk i piosenka powiązana z nazwą dzisiejszego święta.

Udanych Walentynek!

P.S.

Wszystkim chorym na padaczkę, życzenia powrotu do zdrowia. Azaliż jednak byłby to jeno przypadek, że  święto zakochanych przypada w dniu tym samym co dzień chorych na epilepsję? Nawet postać patrona łączy te dwa stany - święty Walenty(nki).

Orzeszek

Posted in Po bandzie on 26 styczeń, 2008 by bezdebitowy

Przesunąłem opuszkami palców po ich powierzchni, delikatnie je obejmując. Wyczuwałem niezwykłą twardość, złapałem więc mocniej i wodząc dłońmi po wierzchu, starałem się zamknąć ich kulisty kształt w mojej dłoni. Co prawda nie wyglądały zbyt okazale, jednak było w nich coś intrygującego i kuszącego. Przysunąłem się nieco bliżej i z pewną nieśmiałością spróbowałem wyczuć ich zapach. Subtelna woń wlała mi się do nozdrzy, a perspektywa słodkawego smaku przywodziła na myśl egzotyczną wyspę; z lazurowym morzem i złocistopiaskową plażą, na której leżałyby te dojrzewające krągłości, muskane promieniami rozgrzanego do czerwoności Słońca.

W domu najpierw napieprzałem młotkiem przez 10 minut tak ostro, że się spociłem i zgrzałem. Wydłubałem kozikiem miąższ i wyssałem soki. Smak średni, roboty dużo. Nastepnym razem miast kokosów wezmę granata. On powinien mnie rozerwać na nieco dłużej.

Partner na studniówkę

Posted in Po bandzie on 5 styczeń, 2008 by bezdebitowy

Witam serdecznie. Zbliża się gorący okres karnawałowo – studniówkowy w związku z czym postanowiłem wyjść na przeciwko wszelkim oczekiwaniom. Akcja z cyklu „MeeHau – Twój partner (na studniówkę)” ma na celu uświadomienie części osób chodzących do ostatniej klasy liceum, że mają szansę na pójście na tę ważną imprezę z kimś, kto spełni ich oczekiwania i zapewni dobrą zabawę przez cały wieczór, noc a także, w szczególnych i wyjątkowych sytuacjach, i rano.

Jeśli więc w ostatniej chwili Twój partner złamał nogę, wyjechał na zmywak do Anglii, wywalony ze studiów został wcielony do wojska lub postanowił iść z Twoją najlepszą przyjaciółką, Ty nie załamuj rąk – możesz skorzystać z usług wykwalifikowanego partnera, z bogatym doświadczeniem w wielu dziedzinach i sferach.

Pragnienie spędzenia uroczego balu w towarzystwie czarującego studenta, o wyjątkowej aparycji i inteligencji, o silnej empatii i wysokiej inteligencji emocjonalnej, potrafiącego zrozumieć Twoje maturalne bolączki, a jednocześnie odrywającego Cię od smutnej rzeczywistości to normalna potrzeba którą masz okazję zaspokoić, w sposób całkowicie bezpieczny i pewny.

Gwarantuję udaną zabawę, w której poczujesz się wyjątkowo. Twoje koleżanki będą Ci zazdrościły, a czas zabawy upłynie Ci w przemiłej atmosferze.

Jeśli nie masz więc z kim iść albo boisz się, że Twój kolega z którym pójdziesz zalegnie po godzinie pod stołem – zdaj się na mnie. Pewność, solidność i gwarancja (także finansowa*) to atuty, które sprawiają, że na rynku jestem praktycznie bezkonkurencyjny.

Na specjalne życzenie mogę wysłać anonimowe referencje poprzednich partnerek. W wyjątkowych sytuacjach i za dodatkową opłatą mogę wcielić się w rolę świadka na bierzmowanie, partnera na weselu bądź półmetku, a nawet partnera na balu gimnazjalnym. Ta ostatnia opcja obarczona jest jednak dużym ryzykiem, w związku z czym zastrzegam prawo anulowania umowy w dowolnym czasie bez zwracania opłaty.

Jeśli zależy Ci na dopasowaniu, musisz poinformować mnie wcześniej o kolorze oraz kroju swojej sukienki. Posiadam naturalnie swój indywidualny zestaw imprezowy, ale nie odrzucam ubioru proponowanego mi przez partnerkę – może to nawet wpłynąć na obniżenie kosztów.

Poważne oferty wraz ze zdjęciem proszę kierować na adres meehau(at)poczta.onet.pl

Pamiętaj! Za jakość się płaci. Na rynku istnieją także partnerzy, którzy pójdą z Tobą za darmo, ale nie eksperymentuj na sobie. Tylko doświadczony partner z certyfikatami poświadczającymi jego profesjonalizm oraz prowadzący działalność gospodarczą jest gwarantem wspaniałej zabawy.

Oferta dotyczy osób płci żeńskiej, które urodziły się jako kobiety i nie były poddawane operacjom zmiany płci.

* - naturalnie istnieje możliwość reklamacji. Uzasadnienia pisemne wraz z paragonem albo rachunkiem w przeciągu dwóch tygodni od daty imprezy proszę dostarczyć na adres korespondencyjny. Opłaty studniówkowej za wejście na imprezę nie zwracam w żadnym wypadku.

Święta sręta

Posted in Po bandzie on 24 grudzień, 2007 by bezdebitowy

Nie lubię świąt. Tak po prostu i zwyczajnie. Denerwuje mnie ten cały świąteczny nastrój. Wkurzający jest fakt, że porządki świąteczne trwają trzy dni i obejmują tak absurdalne czynności jak ścieranie kłaczków spod telewizora czy też uprzątnięcie z podłogi artystycznie rozłożonych książek, kserówek, notatek, pudełek, opakowań, gazet, zeszytów oraz wielkiego kartonowego pudła w którym leżą moje wszystkie płyty.

Nie wiedzieć czemu całe twórcze wyluzowanie estetyczne trzeba na te trzy dni w roku sprowadzić do niemieckiego „porządek musi być”. Wszelkie próby negocjacji zawsze zawodzą – złamanie zasad przyjętych w okresie świąt, grozi konfliktem na niewyobrażalną skalę. Poddaję się więc presji otoczenia oraz wyłączam asertywność i ruszam w szale bojowym do walki z kolejnymi nieuporządkowanymi, w mniemaniu osób postronnych, strefami mojego małego dominium. O głupocie związanej z myciem szyb w zimie szkoda wspominać.

Ale święta to nie tylko absurdalne sprzątanie. To o wiele większa radość, którą można zobaczyć na twarzach tych wszystkich osób, które z szaleństwem w oku lecą od bankomatu do sklepu i z powrotem. To chyba jakiś amok albo zbiorowe nabywanie małpiego rozumu; ci wszyscy szaleńcy potrącają się, krzyczą na siebie, szturchają, przepychają, odpychają i robią dziesiątki innych nieprzyjemnych rzeczy, które w czasie nieświątecznym byłyby uznane jako zachowanie niegodne człowieka. No ale przecież mamy szczególny i wyjątkowy okres…

Ale prezenty trzeba kupić. Mimo że nie mamy szans wcelować w gust bliskich nam osób i w zdecydowanej części wydajemy pieniądze niepotrzebnie tudzież nietrafnie, to brniemy w zaparte ulegając “magii świąt”, czyli wypaczonemu przez naszą cywilizację obyczajowi dawania prezentów i radości innym. W ostatecznym rozrachunku okaże się, że prezent taty podobałby by się babci, babciny prezent mamie, mamy prezent bratu, a ojcu nic się nie podoba i w zasadzie modli się o to samo o co my sami - żeby to wszystko się wreszcie skończyło i żeby można było iść odpocząć do pracy

Próba zrobienia normalnych zakupów na parę dni przed świętami jest pozbawiona racji bytu, bo narażanie się na łaskę krwiożerczego tłumu, z którego każdy przedstawiciel chciałby dorwać jak najlepszy, najświeższy i najsmakowitszy kawałek zdechłego świniaka, to kuszenie losu.

Zostaje jeszcze kwestia najważniejszego symbolu Bożego Narodzenia. Jedni preferują dżewko (właśnie “dż” nie “drz”, chujonkę “dżewkiem” nazywają rasowi sprzedawcy dżewek) naturalne inni wyciągają kawał plastiku ze strychu. Obydwie metody mają wiele plusów i o wiele więcej wad. Ekologicznie rzecz ujmując to nie wiadomo czy bardziej groźna jest masowa wycinka drzew iglastych czy też wolno rozkładające się tworzywo sztuczne.

Mniej problemowa i bardziej śmierdząca jest podróbka chujonki, która w większości domów nie dość że może poszczycić się wiekiem równym najstarszemu synowi, to na dodatek wyglądem przypomina wykastrowaną palmę. Jednak się nie sypie, jest od razu przystosowana do wstawienia, nie trzeba jej podlewać i nie kłuje podczas strojenia. Wersja extreme zakłada, że się jej nie rozbiera ani nie ubiera, bo przystrojona przez cały rok stoi w miejscu, w którym nikomu nie wadzi. Tylko na czas świąt wnosi się ją do pokoju, ewentualnie obtrzepuje z kurzu i zostawia na miesiąc, aby jakoś wyglądała. Po tym całym zamieszaniu chowa do szafki. Proste i bezproblemowe.

Żywe badziewie ma zalet mniej, bo ładnie pachnie i ewentualnie daje możliwość snobowania się. Męczarni jednak przy tym co nie miara. Trzeba podlewać, podciąć i dopasować do stojaka, zbierać igiełki. Na dodatek za mitomańskie należy uznać wszelkie opowieści o “romantycznym bzykaniu pod choinką“. Każdy kto mówi, że tego próbował jest albo kłamcą albo szaleńcem o skłonnościach masochistycznych. Już włożenie ręki między igły nie jest przyjemne a co dopiero mówić o… no o i innych cześciach ciała.

Osobno należy traktować problem z lampkami. Co roku okazuje się, że te zeszłoroczne nie działają i próby ich naprawienia kończą się zwarciem instalcji elektrycznej i wypieprzeniem korków na całej ulicy. Koniec końców, parę minut przed zamknięciem sklepu, rzuca się których z domowników na poszukiwania odpowiednich światełek. Jeśli skuszony ceną albo łatwą wygraną ulegnie pokusie i ich nie przetestuje, mogą wyniknąć trzy różne sytuacje:

1 - światełka nie będą działać w domu, a ewentualna wymiana odbędzie się po świętach
2 - lamki będą działać jednak jako darmowy bonus okaże się, że migoczą w jakiś szalonym rytmie i dłużej siedząc w pokoju można dostać oczopląsu
3 - nie dość że świecą to jeszcze grają jedną melodyjkę w kółko. Nie ma nic gorszego niż grające i migające światełka doprowadzające do furii wszystkich domowników

Chujonka, lampki, bombki, włosy anielskie (byle nie łonowe), łańcuch i niby wszystko gotowe. Szkoda tylko że wygląda to jakby Marsjanie zamierzali wystartować w kolorowej rakiecie na misję “Earth Voyager”.

Ale przecież te trzy dni wielkiego obżerania się to niezwykły czas, w którym mamy chwilkę tylko dla siebie. I telewizora, w którym jak co roku będzie można obejrzeć Samych Swoich, którąś z adaptacji Sienkiewicza oraz Kevina samego w domu, którego na pamięć zna nawet mój pies! No i jeszcze przy rodzinnym stolemożemy poudawać, że wszyscy się kochamy i wybaczyć sobie wszelkie krzywdy, które przez ostatni rok mieliśmy okazję wyrządzić nawzajem. Katharsis a potem hulaj dusza, cała zabawa zaczyna się od początku.

Niczym żydzi podziękuję Ci jednak Panie, za to że nie uczyniłeś mnie kobietą i pozbawiłeś naturalnych zdolności poruszania się po kuchni. Mało tego że musiałabym uważać na kalorie zawarte w tych wszystkich potrawach, to na dodatek większa część ich robienia spadłaby na moje śliczne piersi.

Podczas kolacji wigilijnej i dwóch następnych dni jedna osoba zjada tyle, ile afrykańska osada je przez miesiąc. Nasze wnętrzności mówią nie, ale zalewane kolejnymi porcjami płynów, nie są w stanie wypowiedzieć tego głośno. A gdy już jęknął lub w jakiś wyjątkowo brzydki sposób dadzą o sobie znać, robimy im 30 minutową przerwę na regenerację i wracamy do nierównej walki z tonami jedzenia.

Probierzem przejedzenia mogą być trzeszczące w szwach spodnie, coraz bardziej odpinane guziki kiecki czy też brzuch wyglądający, jakbyśmy byli w siódmym miesiącu ciąży. Można popełniać samobójstwo na wiele sposobów, ale świąteczne obżarstwo ma swoją wielowiekową tradycję, której łamać za żadne skarby nie można. Nawet ten śmierdzący i ościsty karp, którego gehenna zaczęła się parę miesięcy temu podczas jesiennych połowów, musi zostać spróbowany. Gdy myslę o tej rybie, która od października przez różne baniaki, wanny, wiaderka i inne sztuczne zbiorniki wodne przeszła, to mi odchodzi ochota na jedzenie. Ja to bym jednak chciał, aby zwierzątko było w miarę czyste (by nie rzec “dziewicze”), a nie obmacane przez wąsatych rybaków, których ulubionym zajęciem było sikanie do stawu hodowlanego podczas libacji alkoholowych.

Wspólne kolędowanie zastąpione wspólnym oglądaniem kolęd w tv także do przyjemnych nie należy. Bo ileż można oglądać tych samych artystów śpiewających te same piosenki, w ten sam sposób? No ale lepsze to niż żenująco wyglądający i śmierdzący tanim winem kolędnicy, którzy są spławiani na różne wymyślne sposoby. Ja w tym roku zamierzam powiedzieć, że miast Bożego Narodzenia świętujemy Chanukę, więc o ile nie znają czegoś w jidisz albo po hebrajsku, to niech idą jęczeć pod innymi drzwiami.

Gdyby pojawił się drugi rzut kolędników to przywitam ich z Koranem w ręce i krwiożerczym okrzykiem brata w pokoju obok: „Zabić chrześcijan!”. Powinno zadziałać.

Tradycja zostawiania pustego talerza dla głodnego i spragnionego wędrowca jest przeważnie praktykowana w sposób formalny. Znaczy ten jeden cholerny talerz stoi i wadzi wszystkim podczas jedzenia. Jednak gdy tylko słychać kroki koło drzwi, cała rodzina wstrzymuje oddech i w myślach rzuca „Niech ta bezdomna mynda idzie do sąsiadów.”

Naturalnie nie można nie wspomnieć o nowej świeckiej tradycji. Poza normalnymi zakupami, na które wydaje się więcej niż pozwala portfel, ale nie więcej niż pozwala linia kredytowa w banku, od paru lat jesteśmy wystawieni na atak setek a nawet tysięcy reklam, bannerów, świecących lampek, grających muzyczek, maili, SMSów, telefonów i sam szatan nawet nie wie czego jeszcze.
Wszyscy już przywykliśmy, że święta czyli chujonki i małpa w czerwonym są widoczne od listopada. Dowcip mówiący o tym, że nadejście Bożego Narodzenia zwiastuje świąteczna reklama Coca-Coli w telewizji przestał być zabawny parę lat temu.

No i jeszcze trzeba mieć oczy na czubku głowy. A nuż jakiś potwór czai się w okolicach jemioły i gdy tylko się pod nią znajdziemy, zostaniemy zaatakowani i to bez możliwości ucieczki. „Na żądanie raz można” zakrzyknie indywiduum i zbliży się z oczywistym zamiarem zostawienia swojego kodu DNA na naszej twarzy.

Jednak prawdziwym hitem są życzenia dochodzące na skrzynkę mailową w stylu: Merry Xmas – Buy Viagra from us. Ewentualnie Powiększanie piersi/penisa to najlepszy prezent jaki możesz jej/mu sprawić. Swoją szosą oddałbym pół królestwa i rękę (lewą) królewny, żeby móc zobaczyć, jaką reakcję wzbudziłby taki prezent ofiarowany ukochanemu albo ukochanej.

Tak naprawdę świąteczną atmosferę czuć dopiero w nocy, podczas Pasterki. Kiedy to po tym całym zamieszaniu zakupowym, po Sodomie i Gomorze jaka podczas sprzątania istnieje, po dantejskich scenach w trakcie wigilii można się iść wyciszyć i zbratać w miłym towarzystwie. Bo czyż może być coś bardziej świątecznego niż flaszka kupiona na stacji benzynowej, pita przy - 10 stopniach i zapijana kompotem z suszu podczas siedzenia na ławce w ciemnym Parku w towarzyswtie mało trzeźwych osobników, z których każdy osiągnął zaawansowane stadium upojenia alkoholowego?

Tak. Kocham święta…