Archiwum dla Walentynki

Walenie

Posted in Po bandzie ze znacznikami on 14 luty, 2008 by bezdebitowy
Walentynki to piękne święto. Można dostać wiadomość, w której nasz cichy wielbiciel napisze nam “I love you” albo jedną z dziesiątek propozycji od wspaniałych reklamodawców, które usatysfakcjonują naszego partnera (powiększanie penisa albo niebieska viagra od niej dla niego, operacja plastyczna lub powiększanie piersi od niego dla niej).

Od kilku dni czerwone serduszka można zobaczyć w kioskach, sklepach spożywczych, kinach, knajpach, barach, autobusach i tramwajach. Kwiaciarnie całkowicie przypadkiem podnoszą ceny za zwykłą, zdechniętą, czerwoną różę o połowę, a we wszystkich knajpach nadają milutką składankę z cyklu “SREKA Love Song - Przebzykaj ją w Walenynki - 2007″, w której zawarty podprogowo materiał muzyczny, zmusza nas do zaciągnięcia pierwszej osoby, przy której urwie nam się film z powodu nadmiernej ilości alkoholu we krwii, do łóżka. Bo jak powiedział mi swego czasu jeden kolega: “Ostatnio w jakiejś kobiecej gazecie przeczytałem, że alkohol zwiększa ryzyko przypadkowych kontaktów seksualnych. No i ja piję, i piję, i piję i nic.”

Naturalnie wszystkie portale randkowe i zdjęciowe, czaty i serwisy społecznościowe biorą na siebie robotę swatki i za wszelką cenę próbują mi wcisnąć jakąś samotną duszę, która w związku z Dniem Kupidyna nie chce samotnie urżnąć się rozrobionym spirytusem wymieszanym z sokiem bananowym, ucząc się do poprawki z psychologii przy okazji oglądając kolejny odcinek “Prison Break”.

Najlepsze moje Walentynki spędziłem z… kolegą. Jego dziewczyna miała sesję, zresztą tylko dziobole podczas Walentynek nie są w środku sesji, a jako że jemu z tego powodu było smutno, to postanowiliśmy się znieczulić. Dwie butelki wina wypite na śniegu i w trzaskającym mrozie poprawiły nasz nastrój na tyle, że postanowiliśmy go sobie jeszcze poprawić. Skończyło się to bieganiem po mieście do 4 nad ranem, graniem w piłkę śnieżkami, które, nie wiedzieć czemu, nie dawały się wbić do bramki i uciekaniem przed policją, która najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z tego, że nas goni.

A tak poważniej nieco rzecz ujmując to nie mam nic przeciwko Walentynkom. Miła i przyjemna okazja do świętowania i pretekst do wspólnego wyjścia równie dobry jak każdy inny. Nie mam zamiaru więc płakać i twierdzić, że “Walentynki się skończyły po Kill`em all” ani też że jest to “najważniejsze święto w roku, w którym obowiązkowe jest okazywanie dużej czułości i miłości partnerowi”. Zdrowy rozsądek jest potrzebny zarówno przy kontestowaniu jak i nadmiernej ekscytacji. Tymczasem patrząc na stronę główną jakiegokolwiek portalu blogowego, zerkając na fora dyskusyjne, przeglądając opisy osób, które na liście u nas się świecą, można dojść do wniosku, że absolutnie nikt Walentynek nie obchodzi. A przecież co roku sprzedawane są miliony serduszek, czekoladek, kwiatków, płyt i całej maści tatałasjstwa, którego nikt poza tym jednym dniem nie kupuje. I może właśnie straszniejsza jest przez to różnica i rozziew między prozą życia a poezją Dnia Zakochanych.

Jednak wszyscy Ci którzy zamiast “kochać ją jak Irlandię” są zmuszeni bądź też wolą “Kochać się jak Islandię” także niech się nie smucą. Specjalnie dla nich, zresztą dla całej reszty też, teledysk i piosenka powiązana z nazwą dzisiejszego święta.

Udanych Walentynek!

P.S.

Wszystkim chorym na padaczkę, życzenia powrotu do zdrowia. Azaliż jednak byłby to jeno przypadek, że  święto zakochanych przypada w dniu tym samym co dzień chorych na epilepsję? Nawet postać patrona łączy te dwa stany - święty Walenty(nki).